Po...



... 14 dniach spędzonych w towarzystwie bardzo małego człowieka, którego straszliwie śmieszy fakt, że w końcu siedzi.
No może siedzi - to zbyt szumnie powiedziane.
Podciąga się za paluchy moje i dopóki nie pierdzielnie na którąś stronę to powiedzmy że siedzi.
A rano lubi robić mnie w konia.
Wierci się, stęka, przewraca, miętosi kołderkę. W sensie, że "już matka wstawaj do cholery! ileż można nie jeść??"
Lecę do kuchni... no właściwie człapię. Rozrabiam to cholerne mleko, w którym robią się grudy.
Rozrobione.
Pędzę do głodnego dziecka. No dobra. Dalej człapię.
A dziecko chrapie w najlepsze, snem najgłębszym.
Hm ktoś tu chyba zamawiał śniadanko? Czy mi się przyśniło...?

2010-01-22 23:24:05
skomentuj (0)